GEZnO 2025..
Nasz trzeci start (Justyna i Rafał Bartkowiak) w tych zawodach jak to wyglądało teraz? Organizacja nadal
na wysokim poziomie. Ci sami organizatorzy niezmiennie uśmiechnięci. Po raz trzeci karta startowa przypięta do ręki trytytką, ten sam towarzysz w drodze co było inaczej?
Po pierwsze pogoda. Piękne słońce, rześkie powietrze. Na starcie radosny i rozskakany jak kozica Remik. Chyba pierwszy raz widziałam u niego taką radość. Justynka w roli fotoreporterki zagrzewała do walki
i dokumentowała to co się działo. Matko jak fajnie znów zobaczyć te twarze.
Dzień pierwszy zapowiadał się całkiem obiecująco bez deszczu, mrozu i chlapy. Teren- sporo przewyższeń, jeszcze więcej chaszczy a jak się towarzystwo rozbiegło na swoje warianty to nawet zrobił się luz.
Punkty jak zawsze rozstawione w widowiskowych miejscach. Mapa.. hmm nie była w całości zaktualizowana, miejscami nawet niedokładna. Pierwszy dzień zamknięty na 31km 1400m przewyższeń strat w ludziach brak.
Drugi dzień przywitał nas uśmiechem Justynki na starcie i mgłą. Tuż obok Kasia pohukiwała na Grzesia żeby się pospieszył, kilka fotek i start. Tym razem słonka nie było, ale widoki równie piękne. Więcej błota
i zwodniczych habazi, jednak zapał nadal na wysokim poziomie. Dzień zakończony bez strat w ludziach
po 20km i 1050m przewyższeń. Zawody chyba dla nas stały się już tradycja widoki piękne a i dla tych którzy lubią się zmęczyć- jest co robić. Na mecie niestety posiłek regeneracyjny w rozmiarze dla krasnoludka, ale co tam radość z ukończenia zawodów ogromna.
J+R








