KLUB SPORTOWY HADES

„Tam, gdzie droga jest wyzwaniem”

Nocny Marek 15.11.2025

Nocny Marek – ostatnie zawody z cyklu „Na szagę”. Co? Ja nie pojadę? No, ale to jednak w nocy, hmm, dobra, załatwiłam sobie towarzystwo Magdy Pilarskiej dla otuchy i w drogę. Trochę było obaw, bo prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne, ale tutaj akurat wszystko wyszło super. Poza chrupiącą trawą ani nie padało ani, ani nie wiało. Jak się biegło nie było szczególnie zimno.

Przygotowana byłam super (ma się to doświadczenie ;)) dobry kompas, szybki chip, dwie czołówki. Dwie pary spodni (w tym niezawodne dla mnie od kilkunastu lat „patelosny”) i dwie ciepłochronne bluzki sprawiły się idealnie. Ale jeszcze w bazie, gdy szykowałam się do startu okazało się, ze mam pęknięty plasticzek od gumki przy chipie i zaczęło się kombinowanie, żeby nie spadł z palca i go nie zgubić po drodze. No i tu zaczyna się seria, co można sobie zażyczyć od Św. Mikołaja. Nowy szybki chip jest na liście jako pierwszy. Ruszamy w drogę, pierwszy punkt wchodzi. Ale już w drodze na drugi mapa się średnio zgadzała z kierunkiem. Pożyczam sobie od Magdy kompas i okazało, że mamy północ w innym kierunku o jakieś 30 stopni. Mój super kompas zemścił się za odwirowanie go w pralce na 1400 obrotów. 

No i mam już kolejny przedmiot na liście prezentów gwiazdkowych. Oczywiście nie miało to większego wpływu na błędy nawigacyjne, które popełniłyśmy, a jeden kosztował nas dobre 15 minut straty, głównie dlatego, że wydawał się zbyt banalny. Na szczęście cały czas miałyśmy jeden poprawnie działający kompas. Najciekawiej zrobiło się równo po dwóch godzinach od startu, gdy czołówka Magdy wykonała ostrzegawczy mig mig mig i przeszła na tryb oszczędnościowy. Dokładnie 3 minuty później zrobiła to moja (około roczna) Petzl NAO RL, którą zaplanowałam używać przez pierwsze 5 godzin. Po 15 minutach wzięłam oba niedobitki a Magdzie dałam moją zapasówkę z Decathlonu.


Od tego momentu biegałyśmy na jednej zapalonej latarce a ja niedobitki używałam tylko do czytania mapy. Wobec powyższego wybierałyśmy tylko warianty z szerokimi drogami, żeby biec koło siebie. Co było o tyle dobre, że wówczas mogłyśmy się konkretnie rozpędzić i nie było w ogóle zimno. Ale biegłyśmy często bardzo naokoło i wydłużyłyśmy sobie w ten sposób trasę o kilka kilometrów.

Po pięciu godzinach ostatnia czołówka wykonała ostrzegawczy mig mig mig ale już na szczęście zostały nam tylko 2 punkty do znalezienia, co i tak było wyzwaniem. Takie bieganie jak ze świeczką i lampiony widoczne z odległości około pięciu metrów. Do mety biegłyśmy już bardzo szybko i korzystałyśmy z oświetlenia drogi wiejskiej. Zapomniałam dodać, że akumulatorki do NAO RL (przynajmniej dwa) wpisuję jako kolejny punkt na mojej liście. Jeśli się Mikołaj spisze to może na następnych zawodach z cyklu „Na szagę” znów wystartuje super przygotowana.

Po tych wszystkich przygodach na mecie byłyśmy bardzo radosne i zadowolone (a miałyśmy wizję, że będziemy wracały do bazy z podkulonymi ogonami z latarkami z telefonów).

Podsumowując to co najważniejsze – trasa była super. Wyobraźnia podpowiada mi, że tam muszą być piękne tereny, sporo pagórków mało krzaczorów i jeżyn, ciekawe obiekty wodne i takie na wodę ;). Dodatkowo przepiękna – brokatowa mapa wprowadzała do imprezy element baśniowy.

To był mój drugi Nocny Marek i pewnie nie ostatni.

Zawodnicy startujący z KS Hades :

Kasia Lemke – 5 miejsce czas 4,42

Kasia Kociuba – 6 miejsce  czas 4,56

Sebastian Wojciech – 2 miejsce  czas 3,04

to pisałam ja –> Natalia Nogaj – 8 miejsce czas 5,48 

Nocny Marek 15.11.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń na górę